Największe porażki i rozczarowania w polskiej siatkówce klubowej

Siatkówka jest niewątpliwie jednym ze sportów, które zawsze przynoszą kibicom najwięcej emocji. Niezależnie od tego, czy są to mecze reprezentacji, czy rozgrywki klubowe – siatkarskie mecze w Polsce oglądają rzesze kibiców. Niemniej jednak, nie samymi sukcesami i zwycięstwami człowiek żyje. I choć siatkówka w naszym kraju stoi na naprawdę wysokim poziomie, a od kilku lat możemy obserwować „złotą erę” siatkarzy – zdarzają się także drobne potknięcia i porażki, kształtujące drużynę. Jakie największe rozczarowania przyniosła nam polska siatkówka klubowa w ostatnich latach?

Siatkarski Titanic, czyli upadek Resovii

Gdy mowa o polskiej PlusLidze, zazwyczaj wymienia się kilka legendarnych drużyn, które od początku istnienia profesjonalnej ligi kształtowały klubową siatkówkę w naszym kraju. Niewątpliwie, jednym z takich zespołów jest Asseco Resovia Rzeszów – największy rywal PGE Skry Bełchatów od lat, który również niejednokrotnie sięgał po największe wyróżnienia rozgrywek.

Klub zdobywał medale nie tylko na ojczystym boisku, ale również na arenie europejskiej jeszcze przed powstaniem PlusLigi – jeśli jednak mowa o jego roli w profesjonalnej lidze siatkowej, „Pasiaki” przeżywali lata świetności w sezonach 2008-2016. Co prawda, od sezonu 2016/2017 już zaczęły pojawiać się pierwsze problemy Resovii, to nadal zawodnicy kończyli rozgrywki maksymalnie w połowie tabeli – zimnym prysznicem dla zespołu z Rzeszowa okazał się ubiegły, przedwcześnie zakończony sezon 2019/2020. Wówczas Sovia o włos nie trafiła do niższej ligi, bowiem zakończyła rozgrywki na przedostatnim, 13. miejscu. I być może nikogo nie zdziwiłby ten fakt, gdyby nie to, że zdarzyło się to właśnie tej drużynie. Resovia od zawsze stanowiła trzon PlusLigi i jeszcze nigdy nie osiągnęła tak słabego wyniku, mając naprawdę głośne nazwiska w składzie.

Klątwa PGE Skry Bełchatów – europejskie rozgrywki klubowe

Bełchatowski klub to chyba najbardziej utytułowana drużyna w PlusLidze do tej pory – aż dziewięć Mistrzostw Polski, dwa wicemistrzostwa, siedem Pucharów Polski i wiele innych wyróżnień, których nie sposób wymienić. Bełchatowianie niezmiennie królują w tabeli PlusLigi, choć w ostatnich sezonach ustąpili miejsca ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle.

I choć medali z imprez europejskich Skrzatom nie brakuje, to niejednokrotnie były one symbolem łez i rozczarowań. PGE Skra Bełchatów przechodziła ciężką drogę w rozgrywkach Ligi Mistrzów i Klubowych Mistrzostw Świata zawsze, gdy na jej drodze pojawiał się rosyjski gigant – Zenit Kazań. W 2012 roku podczas kolejnej edycji Ligi Mistrzów, Polskę reprezentowały dwa kluby – oprócz Bełchatowa to Kędzierzynianie walczyli o złoto. Ci drudzy zakończyli przygodę w fazie play-off, jednak Skra szła przez turniej jak burza i z dnia na dzień stawała się faworytem do zwycięstwa.
Ktoś kiedyś powiedział, że srebrny medal czasem jest jeszcze gorszy niż czwarte miejsce – w tym przypadku zdecydowanie się to sprawdziło. Dla polskich kibiców był ogromny powód do dumy, jednak Bełchatowianie długo przeżywali porażkę w tie-breaku po zaciętym meczu z Zenitem Kazań.

W 2017 roku historia zatoczyła koło – w Polsce zorganizowano rozgrywki Klubowych Mistrzostw Świata. Wówczas to ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, po zdobytym mistrzostwie kraju, była zdecydowanym faworytem do podium. To jednak Bełchatowianie ponownie okazali się czarnym koniem turnieju i dotarli aż do półfinału. Nie obyło się jednak bez emocjonującego spotkania z rosyjskim Zenitem – ostatni mecz fazy grupowej był jedynym przegranym dla Skry. Mimo to, Skrzaty trafili do półfinału, gdzie ulegli Włochom. Mecz o 3. miejsce również nie zakończył się sukcesem – brazylijska Sada Cruzeiro pokonała Bełchatów bez straty seta.